W słoneczne niedzielne popołudnie, udaliśmy się na Żerań, by spełnić fantastyczne marzenie pięcioletniego Kuby. Była to mianowicie "przejażdżkę monster-truckiem po samochodach".
   Kuba długo się zastanawiał nad swoim największym marzeniem, wśród licznych i bardzo oryginalnych marzeń znalazły się: przejażdżka bolidem z Robertem Kubicą do Eurodisneylandu oraz lot 
samolotem na pustynię. Koniec końców, jako wielki miłośnik wszelkich samochodów wojskowych i pojazdów opancerzonych, zdradził nam z dumą, że chciałby się przejechać monster-truckiemm, ale nie tak po 
prostu, bo po samochodach - chciał je zmiażdżyć.
   I tak, wbrew deszczowym prognozom, pogoda w niedzielę wyjątkowo nam sprzyjała i gdy tylko słońce wychyliło się zza chmur mogliśmy rozpocząć całe "przedsięwzięcie". Monster-truck "grzał" silnik,
a samochody przeznaczone do zgniecenia, jakby "chowały się w trawie, przewidując,jaki los je czeka. Aż Kuba wsiadł do szoferki monster-trucka.Towarzyszyła mu mama i młodszy brat Adaś.
Rozochocony Kuba początkowo dla ostrzeżenia tylko zatrąbił, a potem zaczęło się...
   To była jazda !!!Jechali po wszystkich okolicznych wzniesieniach, aż wreszcie i po samochodach, które wszystkie zostały całkowiecie zmiażdżone. Dla pewności Kuba przejechał po nich kilka razy, by nie 
było wątpliwości, kto tego dnia rządzi i miał pełną władzę...
I gdy w pewnej chwili, monster-truck wyjechał poza trawiaste boisko, po którym dotąd jeździł, tata Kuby ze strachem przypomniał sobie, że na drodze monster-trucka stoi jego samochód.
    Ale Kuba jest mądrym chłopcem i oszczędził samochody swoich gości.
Po wyjściu z monster-trucka Kuba wraz z Adasiem jeszcze pojeździli quadem i pobawili się trochę na dmuchanym placu zabaw, jak to chłopcy.
   Po wręczeniu Kubie pamiątkowego dyplomu, na znak, że jego marzenie zostało spełnione i by pamietał, że zawsze warto marzyć..., wręczyliśmy mu trochę mniejszego monster-trucka, by przypominał mu ten 
dzień. Kuba był już chyba troszkę przytłoczony tym wszystkim, co się stało w niedzielę 30 maja, bo nie wiedział gdzie patrzyć - czy na prawdziwego monster-trucka, czy na tego plastikowego...
    Udało nam się - była i niespodzianka i spełnienie takiego magicznego marzenia !!!
Po około 2 godzinach zmęczeni, ale szczęśliwi z powodu nieschodzącego uśmiechu z buzi Kuby, zaczęliśmy się zbierać w drogę powrotną do domu.