Dzień, jak na listopad wyjątkowo sprzyjał naszej wyprawie. Ważne, że nie padał deszcz. Droga do Warszawy minęła nam niespodziewanie szybko i bezproblemowo.

Zaraz po przyjeździe do Jednostki zostaliśmy wylegitymowani i otrzymaliśmy przepustki. Pierwszym naszym celem była wizyta u dowódcy Jednostki. Okazał się bardzo sympatycznym i ciepłym człowiekiem. Opowiedział nam o sposobie rekrutacji do Jednostki "Grom", pytał  o Fundację i naszych Marzycieli. Później zaprowadził nas do tzw. Sali Tradycji i opowiadał o zgromadzonych tam pamiątkach dotyczących  Jednostki i z Cichociemnych, z którymi Grom jest związany. Bardzo podziękowaliśmy za tą krótką wycieczkę w czasie i pojechaliśmy na poligon.

Tam Mateusz strzelał z różnego rodzaju broni i z tego, co mówili eksperci nawet całkiem nieźle. Obejrzeliśmy też tzw. Kill House, gdzie żołnierze ćwiczą między innymi odbijanie zakładników z rąk terrorystów. Lekko głodni wróciliśmy do Jednostki i poszliśmy na żołnierski obiad. Po obiedzie Mateusz miał okazję przejechać się kładem i zwiedzić siłownie, gdzie żołnierze ćwiczą, żeby zachować dobrą kondycję. Potem Pani Kasia, nasz opiekun i przewodniczka, zaprowadziła nas do sali, gdzie odbywają się wykłady i tam obejrzeliśmy film poświęcony JW Grom, morderczej rekrutacji nowych żołnierzy. Z około czterdziestu kandydatów do Jednostki jest przyjmowanych tylko około dziesięciu.

Na koniec ponownie spotkaliśmy się z dowódcą i z Jego ręki Mateusz otrzymał plakat Gromu z dedykacją oraz koszulkę Jednostki. Na tym nasza wyprawa kończyła się. Jeszcze raz bardzo podziękowaliśmy za tak miłe przyjęcia i możliwość zobaczenia tego wszystkiego, przecież to elitarna i tajna Jednostka, a dla nas zrobili wyjątek i pokazali część swojej codzienności.

Tym samym udowodnili nie tylko Mateuszowi, że warto marzyć, bo się spełniają, także innym Chorym Dzieciom. Starali się Mu też przekazać, że warto zdobywać wiedzę, bo żołnierz sprawny fizycznie i inteligentny, to tak naprawdę skarb.